Cuda Niewidy przedsmak wakacji…

„Byli sobie dwaj bracia. Sami zostali na świecie, nikogo nie mieli, tylko siebie…” tak zaczyna się zabawa z przepiękną książką „Cuda Niewidy” autorstwa Marianny Oklejak. Bracia wyruszają w świat, bo nie mogą już na siebie patrzeć…, tak to w rodzinie właśnie bywa. A my idziemy z nimi, co odwracamy kartkę to czeka nas kolejna historia-zagadka, a to szukamy węża w trawie, a to pierścienia wyjątkowego. Każda strona zmusza nas do wysiłku, żeby zagadkę odgadnąć, i móc dalej brać udział w zabawie. Kto szybciej, kto sprawniej…

Towarzyszymy braciom w tej wędrówce po świecie, razem przygody mamy, aż wszystko jak to w bajkach dobrze się kończy. Książka nie przypomina żadnej innej, jest pięknie i prosto ilustrowana, odwołuje się do moich ukochanych ludowych wzorów, barwna, przepełniona podaniami przekazywanymi z ust do ust, dawno, dawno temu. Kiedy się zachwycam kolorowymi ilustracjami, przypominają mi się wakacje na wsi, dom kryty strzechą, gdzie mieszkała siostra mojej babci, studnia, zapach mleka od krowy, poziomki i okropnie dużo much, które nie dały rano spać…

Opowiadam o tych czasach moim dzieciom i cieszę się, że mam okazję przypomnieć sobie te chwile. A wakacje tuż, tuż… obawiam się, że nasze dzieci takich wspomnień już mieć nie będą, ale na pewno postaramy się o dobry, wspólny czas. A tymczasem zanurzamy się w barwnych opowieściach, o tym co dawno, dawno temu łączyło i dzieliło ludzi, i o tym co w życiu zawsze jest najważniejsze: „przyjaźń buduje, niezgoda rujnuje” dobrze o tym pamiętać!

Wydawnictwo EGMONT, „Cuda Niewidy” Marianna Oklejak

http://egmont.pl

 

Znudzona matka!

Kto zna znudzoną matkę kilkorga dzieci, taką co to z nudów, np. książki czyta, gazetki kolorowe przegląda, na telefonie gra i na FB śledzi wszystkie ważne wydarzenia, szwenda się po sklepach, na kawę do koleżanki umówi, dla zabicia czasu seriale ogląda i czasem z tych nudów to już naprawdę nie wie co z sobą począć…

Kto zna?

W poprzedniej pracy poznałam mamy, które miały czas na kawkę i seriale, czasem wyjście do Biedronki, spacer z koleżanką i dziećmi na plac zabaw. Miały czas dla siebie i czasem dla najbliższych też! Zwykle przy słowie pisanym czasu zaczynało brakować, a przy propozycji przeczytania książki, to już były zarobione, że ho, ho!

Po każdym urlopie macierzyńskim z przyjemnością wracałam do pracy, zawsze na cały etat, z przyjemnością wracałam do języka i życia ludzi dorosłych! I z jeszcze większą przyjemnością wracałam po dniu pracy, do dzieci i chciał, nie chciał do obowiązków domowych. Obecnie jestem mamą trójki dzieci szkolnych, a nawet wczesnoszkolnych, pracującą na cały etat, dzień mam więc wypełniony, dzieci generują nowe problemy, mieszkanie bezustannie wymaga nakładu sił, żeby było przyjemnie, praca wymaga stałej nauki, żeby być na bieżąco, a życie codzienne wymaga aktywnej obecności. Mało tego wzięłam na siebie i przyjemność i obowiązek dzielenia się z chętnymi czytelnikami, tym co mnie jako matkę i kobietę i rodzica wzbogaca, czyli czytam, czytam, czytam z uwagą i zaangażowaniem, bo po przeczytaniu chcę się tą wiedzą podzielić z innymi na blogu właśnie.

Czas goni, ja próbuję nadążyć, choć czasem już mi się naprawdę nie chce (starość?), ale nie odpuszczam! Widzę też inne mamy pracujące, zaangażowane, biegające i pięknie dbające o swoje rodziny, i też zastanawiam się nie raz, skąd one biorą na to siły?

A oto dziś, zupełnie przez przypadek spotkałam koleżankę z Liceum Medycznego, 5 lat w jednej klasie. Nie widziałyśmy się z 15 lat, a może i więcej…, krótka wymiana informacji, co u Ciebie? co robisz, jak dzieci? i kiedy zaprosiłam do zapoznania się z tym co piszę, czyli na bloga, usłyszałam: „chyba się nudzisz, że masz czas na takie rzeczy”, stwierdzenie naprawdę mnie zaskoczyło, ale i dało do myślenia, jak nasze działania mogą być odbierane przez innych, bo ja tu z potrzeby serca i pasji czytania, noce zarywam, żeby lepiej żyć, a ktoś sobie myśli, ot, znudzona…

 

Kiedy słowa bolą

Ostatnimi czasy zachwycił nas Albert i jego niechęć do przemocy. Dziś porwała mnie Basia, kto tu czasem zagląda, ten wie, że z Basią się znamy i kochamy. I tak już raczej zostanie!

Autorzy książek dla dzieci, są mądrzy i pomagają nam, rodzicom, poprzez tematy podejmowane w książkach, które napisali, mamy szansę na konstruktywną  rozmowę, o rzeczach ważnych i często trudnych.

Nienawiść na tle rasowym jest tematem, wokół którego dużo emocji, dla nas dorosłych. Nie bardzo nam wychodzi rozmowa na ten temat i dojście do porozumienia, każdy ma własne (słuszne) zdanie. Większość swoje zdanie wypowiada głośno, najlepiej tak głośno, żeby zabolało…, i właśnie zabolało, małego chłopca z ciemną karnacją. Ma na imię Titi, mieszka z mamą i nowym tatą w nowym kraju i oswaja nowe słowa, nowych przyjaciół, nowe smaki, nie jest mu łatwo. Jednak nauka nowej rzeczywistości, jest też pasjonująca, bo jak brzmi i z czym kojarzy się słowo: drożdżówka, huśtawka, czy nowa koleżanka, która ma na imię Basia.

Titi spotyka na swojej drodze człowieka, którego słowa skierowane do niego, mocno go poruszyły i zabolały: czarnuch, brudas, nieroby… „każde kolejne słowo, przygniatało go jak szara i szorstka chodnikowa płyta”.  Jak sobie z tą nienawiścią poradzi Titi, co zrobi jego mama, tato i przyjaciółka Basia? A co my byśmy zrobili? co zrobiłyby nasze dzieci?

I znów jest temat do rozmowy poważnej, ale i konieczność odpowiedzenia sobie na pytanie, czego moja postawa wobec ludzi, którzy wyglądają inaczej, mają inną kulturę, różnią się po prostu od większości z nas. Czego moja postawa wobec takich ludzi, uczy nasze dzieci?

„Basia i przyjaciele Titi” wydawnictwo Egmont

i wspaniałe autorki Zofia Stanecka i Marianna Oklejak

 

Kto jest tchórzem?

Albert, nasz ulubiony bohater, lat 6! dziś o tym czy  Albert jest tchórzem?  W opinii kolegów i koleżanek z przedszkola jest, bo kiedy dochodzi do bójki, Albert zawsze się poddaje, nie chce się bić, więc się nie bije! Koledzy podejrzewają, że po prostu nie umie, za słaby jest…

Prawda jest taka, że Albert bić się nie chce, bo nie lubi! Z mojego punktu widzenia, nikt nie lubi się bić, a przynajmniej nie powinien, bo co tu do lubienia jest? Rzecz dzieje się w przedszkolu, maluchy na różne sposoby rozwiązują swoje problemy i nieporozumienia, najprościej komuś przyłożyć, a potem oddać i bójka gotowa! A Albert nie, nie będzie się bić, bo nie lubi.

A co dorośli mówią na temat bójki?

„- Oj, dzieci, dzieci! Nie bijcie się! Trzeba żyć w zgodzie. I nie wolno używać przemocy! Oj, nieładnie, wstydźcie się!”, a wieczorem przed telewizorem podziwiają spryt niejednego zabijaki, krew się leje, strzelanina, walka dobra ze złem w świecie dorosłych.

Problem siłowego rozwiązywania (grzecznie mówiąc) nieporozumień w ostatnich dniach pojawia się w mediach w kilku odsłonach, pobicie gimnazjalistki przez koleżanki, brak reakcji otoczenia, pomocy ze strony dorosłych…, agresywne zachowanie policji wobec przesłuchiwanego, młodego człowieka! Przemoc fizyczna wśród młodzieży i dorosłych, kto tu jest tchórzem?

Nasz ulubiony bohater Albert, wie co zrobić, żeby nie robić tego czego nie lubi, a do tego potrzebna jest odwaga!

Każda książka z przygodami Alberta jest mądra i uczy zarówno dzieci jak               i dorosłych, każda jest punktem wyjścia do rozmowy z dzieckiem na tematy ważne na każdym etapie życia, nie tylko kiedy ma się lat 6 i jest się dzieckiem. Tym razem o przemocy, to dobry czas, żeby porozmawiać z dziećmi kiedy jesteśmy odważni i jak skutecznie rozwiązywać nieporozumienia…

Polecam:  wydawnictwo Zakamarki

„Czy jesteś tchórzem, Albercie?” Gunilla Bergström

 

Dlaczego podłoga bywa lepszym wychowawcą niż rodzic?

Ja wiem, że często piszę tu o książkach tego pana, ale co zrobić, z każdą kolejną książką, choć bywa, że mam poczucie, że już to czytałam i wiem, to nie mam nic przeciwko, żeby sobie przypomnieć i jeszcze raz przeczytać. I znów będę się zachwycać: Jesper Juul, to dla mnie jedyny pedagog, który w sposób mądry pisze o dzieciach, rodzicach i upraszcza wychowanie…

W książce ostatnio przeze mnie przeczytanej: „Zamiast wychowania” od pierwszych stron szukamy odpowiedzi na pytanie: jak budować dobre relacje z dziećmi? jak pomagać dziecku w stawaniu się dorosłym, bez ciągłego korygowania i poprawiania, bez poczucia, że matka-rodzic zawsze wie lepiej, bez absurdalnych wymagań natychmiastowych zmian w zachowaniu naszych dzieci. Za to z gotowością na to aby wychowanie, inaczej relacja była obopólna, wpływamy na siebie i dokonujemy zmian my rodzice i nasze dzieci.

Jak być rodzicem-asystentem? jak pozwolić ponosić dziecku konsekwencje bez zbytecznych komentarzy, typu: a nie mówiłem? musisz uważać! to dlatego, że jesteś nieostrożny! ostrzegałam! wystarczy powiedzieć NIE, bez oceniania, bez komentarza wszechwiedzącego rodzica.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ kiedy rodzic nie oczekuje zmiany w zachowaniu dziecka, za to wykonuje rzeczywistą pracę nad sobą. Rodzicu drogi porzuć władzę, na rzecz odpowiedzialności, jak? często obserwuję to na placu zabaw, szczęśliwa, że problem dzieci zainteresowanych cudzymi zabawkami już mnie nie dotyczy (ale mam go żywo w pamięci). Co rusz pojawia się nowa mama z dzieckiem i jego zabawką, obojętną mu do momentu, aż inne dziecko się nią zainteresuje…, dzieci zaczynają walkę, a rodzice w popłochu robią straszne rzeczy, zwykle nieskuteczne, tłumaczą, zabierają, grożą szybkim powrotem do domu lub lecą po kolejna zabawkę. Dlaczego o tym piszę? bo zwykle Ci sami rodzice w swoim zachowaniu i postawie nie dokonują zmian, codziennie powtarzają ten sam rytuał, jak zaklęci nie zmieniają nic, denerwują się na zachowanie dzieci, złoszczą się na sytuację, ale nie szukają nowych rozwiązań, nie wykonują żadnej pracy nad sobą, nie widzą potrzeby dokonania zmian w swoim zachowaniu i codziennie oczekują, że ich dzieci się zmienią!

ODPOWIEDZIALNOŚĆ jeśli rodzic nie pozwala dziecku zawsze robić tego co chce, czuje się ono zduszone. Gdy rodzic pozwala dziecku na wszystko o czym marzy, czuje się ono samotne. Ale mylisz się, jeśli myślisz, że wystarczy dziecku postawić granice! To czego potrzeba dziecku od rodzica to zainteresowanie, kiedy pozwalasz na dialog, to nie ważne kto ma rację, ważna jest wymiana, rozmowa, pozwala ona na wciąganie dziecka w proces zastanawiania się i podejmowania decyzji, spotkania się ze swoimi uczuciami, czego chcę? dlaczego tego nie chcę? co to jest kompromis? pamiętać przy tym należy, że nadmiar odpowiedzialności, poświęcenie własnych potrzeb na rzecz innych to najbardziej rozpowszechniona, a zarazem najmniej rzucająca się w oczy forma autodestrukcji, często osoby takie uważają, że samopoświęcenie to jedyny sposób w jaki mogą stać się kimś wartościowym dla swoich bliskich.

GRANICE owszem ludzie ich potrzebują, ale chodzi o wyznaczenie swoich granic, a nie stawianie ich innym! Dla mnie to nie lada wyzwanie, a dla was? jak się dobrze zastanowić to faktycznie, żeby zbudować dobre relacje z innymi, trzeba nauczyć  się definiować samego siebie i umieć określić,czego chcemy, a czego nie chcemy, dlatego właśnie potrzebujemy znajomości własnych granic.

WOLNOŚĆ jak wychować dziecko do wolności? Teraz tak wielu krzyczy o tym, że się ich wolność ogranicza. Każdy z nas zna sytuację, kiedy mówi się o dziecku, o jakie dobrze wychowane, zawsze wie jak się zachować, zawsze wie czego się od niego oczekuje. Ideał, tylko czy na pewno dbający o swoje granice, czy świadomy swojej wartości, czy po prostu dobrze wychowany, znający konwenanse…

Czy nie konwenanse właśnie, wyznaczały kobiecie przez dziesiątki lat rolę matki i opiekę nad dziećmi? czy nie to nadawało kobietom sens życia i budowało ich tożsamość? Stawały się matkami i przestawały być kobietami, na szczęście to się zmienia, jednak zawsze będą matki, które uważają, że są potrzebne dziecku przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, choć tak naprawdę, to dziecko jest potrzebne im…, naprawdę niebezpieczne mogą być matki, które nie dojrzały do macierzyństwa.

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI zależy jedynie od twojego stosunku do samego siebie, i nie jest tym samym co wiara w samego siebie, która rozwija się wraz z umiejętnościami i sukcesami. A jednak nie sukcesy decydują o jakości życia i charakterze związków z innymi ludźmi, a poczucie własnej wartości, z książki dowiecie się, czego nie robić, jak nie definiować dziecka? jak wspierać jego poczucie wartości, które pomoże mu żyć wśród ludzi. I tu mogę odpowiedzieć na pytanie, dlaczego podłoga bywa lepszym wychowawcą niż niejeden rodzić? bo nie prawi morałów, nie krytykuje, nie poniża, uczy, że kiedy dziecko próbuje czegoś nowego, to może się zdarzyć, że zaboli…, ot życie!

Jak okazywać zaufanie do dziecka, jak uczyć się osobistego dialogu? jak wyrażać miłość, aby dziecko czuło się kochane? i jak nie dopuścić do sytuacji, kiedy mało czasu upływa od momentu w którym zauważymy, że dziecko ma problem, do chwili, w której uznamy, że dziecko jest problemem…, jak reagować na agresję i nie dopuścić do rozwiązywania za dziecko wszystkich problemów?

„Zamiast wychowania” Jesper Juul wyd. MIND, czyta się szybko, no chyba, że co chwilę masz potrzebę podkreślenia, zaznaczenia i przeczytania jeszcze raz, a później przegadania tego z mężem, wtedy trwa to dłużej. I tak gorąco polecam!

 

 

 

 

 

Gdy wiosna nie chce przyjść

Wiosna, obiecuje słońcem już od kilku tygodni, był już nawet moment, że wyprałam kurtki zimowe i tylko (na szczęście) schować nie zdążyłam, bo znów jest zimno i plucha i pada i znów w domu wszyscy, i co rusz ktoś ma na „coś dobrego” ochotę. Zwykle wydaje mi się, że wystarczyłaby łyżka cukru, bo, że musi być słodkie to przecież każdy wie!

I tak mnie dzieci nagabują, może to, a może tamto…, akurat na świeżo mamy książkę: „Kastor piecze” z uprzejmości wydawnictwa Media Rodzina, i on właśnie  mnie „wkopał”, a może to ta wiosna co przyjść nie chce, bo wczoraj w ulubionym warzywniaku, zobaczyłam rabarbar i uznałam, że no cóż, namówili mnie…

A skoro dziś pada, leje i jeszcze pada, to zmobilizowałam się i oto jest, właśnie zrobiłam ciasto z rabarbarem i ciekawa jestem na jak długo zaspokoję potrzebę „czegoś dobrego” w naszej kuchni.

Wracając do Kastora, on piecze od święta, właśnie ma urodziny, ponieważ nie świętujemy urodzin piec muszę znacznie częściej…, ale Kastor ma świetny przepis na babkę słodką, pyszną. Przepis można znaleźć w książce i obserwować sprawne wykonanie dwóch przyjaciół, po czym kuchnię trzeba zwykle tylko posprzątać…, mnie po pieczeniu z dziećmi (a trudno to robić bez nich) sprzątanie kuchni zajmuje mniej więcej tyle co pieczenie ciasta, kto piecze ten wie!

Ciasto stygnie, dzieci krążą wokół i czekają, kiedy będzie można je zjeść…, a wiosny nadal nie widać!