Czytam sobie z zaproszeniem do Biblioteki w Szczawnie Zdroju

Moja córka, czyta sobie książki na poziomie 3, z serii „czytam sobie”, najnowsza to: „Droga do Nobla”, opowiada o życiu Marii Skłodowskiej – Curie, kobiecie, która nie pomyślała, że będzie sławna, że dostanie nagrodę, że będziemy się o niej uczyć w szkole. Na pewno, nie pomyślała, o tym ile filmów o jej życiu i pracy będzie można zobaczyć. Maria Skłodowska – Curie, po prostu pracowała, z pasją, zaangażowaniem, z wielkim oddaniem, robiła to co kochała.

Dziś Ida poznaje jej historie i ciekawostki z jej życia, dzięki książce, która została napisana w prosty sposób, dużą czcionką, szybko, łatwo i przyjemnie pochłonęła lekturę (pewnie też dlatego, że nie jest początkującym czytelnikiem!). Sposób napisania całej serii „Czytam sobie” jest naprawdę przyjazny dla młodych czytelników. Na końcu książki znajduje się słowniczek, co w wypadku tego tematu okazało się pomocne, bo co to jest blenda uranowa? prekursorka? czy też znaczenie słowa seksistowski, nie jest dla naszych dzieci oczywiste.

Kalinka w tym czasie, zmaga się z poziomem I pt. „Pora na pomidora (w zupie)”, mamy gotowy przepis na pyszną pomidorówkę, chyba oddam kuchnię w posiadanie na dwie godziny dziewczynkom i zobaczymy co z tego wyniknie?

Dlaczego piszę o tym właśnie dziś, jest ku temu wyjątkowa okazja, ponieważ kilka książek z tej właśnie serii, napisała pani Ewa Nowak, pedagog – terapeuta, można obecnie przeczytać około 10 jej tytułów z serii „Czytam sobie” i jeszcze kilkanaście innych, i dla dzieci, i dla młodzieży. Jest też niepowtarzalna okazja spotkać się z panią Ewą Nowak w Bibliotece w Szczawnie Zdroju, gdzie będzie gościem w najbliższą środę 27.09.2017 od godziny 11:30 do 12:30

Nam udało się jeszcze przeczytać inne tytuły tej pani, które oczywiście polecamy:

https://egmont.pl/seria/CZYTAM-SOBIE,s,633860

Instruktaż jesienny dla taty!

Podoba mi się ta Basia, nie pierwsza to książka z serii o Basi, która mi się podoba, tym razem jest czas mamy. Oznacza to , że czas ma tato z dziećmi i dla dzieci, bo matka chora jest. Rzecz rzadka, ale jednak, są i takie sytuacje!

A teraz instruktaż:

  • po pierwsze, kiedy żona, matka dzieci poczuje się słabo i gorzej, kiedy ma gorączkę i spać próbuje, koniecznie nastaw obiad i nie pozwól dzieciom zakłócać jej spokoju
  • po drugie, najlepiej będzie zabrać dzieci z domu i pozwolić żonie-matce pochorować
  • po trzecie, dzieci z owego wyjścia z tatą muszą być naprawdę zadowolone, basen to jest  bardzo dobry pomysł…
  • i ostatnie, drogi ojcze, Ty też możesz się dobrze bawić!, dlatego trzeba pamiętać o wzięciu kąpielówek z domu (żona spała, nie spakowała – proszę panów, ja wiem, że nie każdego to dotyczy 😉

Na basenie już tylko zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa, a po powrocie do domu zasłużony odpoczynek, koniecznie przeczytajcie z dziećmi najnowszą książkę o Basi, jej braciszku i ojcu lekarzu.

Drogie mamy, dla Was instruktaż jest też, przeczytajcie a znajdziecie podpowiedź, co zrobić, żeby nacieszyć się chwilą bez dzieci, która jak najbardziej cenna jest, nawet jeśli ją tylko prześpimy, w końcu sen to najlepszy lekarz. Później mamy siły i dużo chęci, a i jeszcze więcej radości z obecności naszych pociech.

Basia i basen, wyd. Egmont Zofia Stanecka

https://egmont.pl/seria/BASIA,s,625667

 

 

 

 

 

 

Miłość do dzieci

Niby prosta sprawa, wiadomo mamy czytać, czytać i jeszcze raz czytać z dziećmi, i dzieciom. Czytać sobie i dla siebie. Obcować ze słowem pisanym, bo wszelkie wyniki badań donoszą, że nie czytamy, czytamy za mało, albo wcale!

Faktycznie, niby prosta sprawa, staram się robić to w naszym domu, regularnie i w sposób uporządkowany – czytając z dziećmi. Problemów jest kilka, mamy dzieci w różnym wieku i trudno dobrać lekturę odpowiednią dla każdego, jeszcze trudniej czytać każdemu z osobna, raz w tygodniu to i owszem, ale codziennie, nie ma szans!

Jednak czytać dzieciom to jedno, a zaszczepić w nich miłość do książek to zupełnie co innego. Tym bardziej, że czas mamy taki, kiedy królują telefony, tablety, telewizor i różne inne gadżety, które nawet nie wiem jak się nazywają…, a przecież czytać trzeba! To zacznijmy od początku, kto ma czytać?

Od poniedziałku chodzimy do szkoły, pierwsze wywiadówki za nami, mam przyjemność, po raz ostatni (mam nadzieję) brać udział w pasowaniu pierwszoklasistki. Dużą część spotkania rodziców zajmuje dyskusja, co dzieciom kupić z tej okazji. Pomysły ciekawe i drogie i tanie, jednak ilekroć pada nieśmiałe: a może książka? albo słownik ortograficzny, z którego dzieci będą korzystały przynajmniej do klasy III, po klasie rozchodzi się pomruk, że tyle książek w domu mają te dzieci, tyle słowników, a wszystko leży, żaden szanujący się uczeń po książkę z własnej woli i chęci nie sięga!

I tak siedzimy na tej wywiadówce, oburzeni, że dzieci po książki nie sięgają…, co z tym fantem zrobić? wiadomo, nie inwestować w książki, kolejne tytuły, które będą zbierały kurz i nikt ich nie przeczyta.

Nie do końca zgodzę się z opinią, że czytanie wynosimy z domu, jestem przekonana, że czytania uczymy się, jak wielu innych rzeczy. Jestem, też przekonana, że potrzebujemy do tego wsparcia innych czytających, często nie są to nasi rodzice, czasem wystarczy jedna ciekawa książka, jedno ciekawe opowiadanie, jedna niedokończona opowieść, rozbudzona ciekawość, niesforny, pasjonujący bohater.

Kto i jak powinien i może zainspirować dzieci do obcowania z książką, do czytania? albo inaczej, kto widzi taką potrzebę? przecież możemy się z nimi bawić, chodzić na wycieczki, oglądać filmy i też aktywnie uczestniczymy w życiu dziecka i budujemy jego (nasz) świat. To trzeba czytać?

Mam dobre wieści: dzieci nie muszą czytać! no dobra, przynajmniej na początku…, bo poczytają im rodzice, codziennie, przez 20 minut, to obowiązek,ale można dłużej. I kiedy tak sobie czytamy, to nie o miłość do literatury tu chodzi (choć jest duża szansa, że uda się ją zaszczepić) a raczej o naszą miłość do dzieci, bo czytając z dziećmi:

  • budujemy więź pomiędzy nami a dzieckiem
  • wzmacniamy samouznanie dziecka
  • budujemy mocny system wartości dziecka i kształtujemy jego wrażliwość moralną
  • uczymy myślenia i koncentracji
  • rozbudzamy zainteresowania
  • jesteśmy razem, po prostu

Najważniejsze, decydujące o zdrowiu i przyszłości dziecka rzeczy, dzieją się w domu , w rodzinie, a decyduje o tym postawa i zaangażowanie rodziców. Jestem świeżo po lekturze książki: „Wychowanie przez czytanie” dwóch autorek Ireny Koźmińskiej i Elżbiety Olszewskiej. Dlatego podobnie jak autorki powołam się na słowa Platona: „wychowanie to uczenie dzieci czerpania przyjemności z tego, co dobre”, warto przemyśleć, czy jako rodzic nie zaniedbuję obowiązku wobec dziecka? Rozdział 14 książki, pomaga znaleźć takie lektury, które pomogą nam uczyć dzieci wartości: odpowiedzialności, sprawiedliwości, szacunku, przyjaźni, solidarności itp.

Lektura książki, zmotywowała mnie do działania, choć czytamy od zawsze, to ograniczyłam dostęp do zasilanego prądem narkotyku, czyli TV, oraz do telefonów i jeszcze mocniej zaangażowaliśmy się we wspólne czytanie. Aktualnie kończymy „Awanturę o Basię” Kornela Makuszńskiego i jestem zachwycona bogactwem języka, już dawno czytanie z dziećmi nie było tak trudne i pasjonujące, tyle nowych słów, rzadko używanych, a niosących w sobie treść, emocje trafiające w punkt. Polecam!

Książkę „Wychowanie przez czytanie” mam w egzemplarzach dwóch i chętnie się podzielę. Wystarczy napisać w komentarzu pod wpisem, lub na FB, która książka przeczytana z dziećmi, zapadła Wam w pamięć?

 

Co mnie motywuje do czytania? czyli, dlaczego nie kumam „Narodowego czytania”?

Naprawdę nie kumam, nie wiem po co udowadniać całej Polsce, że czytam.  I prezydent czyta i żona prezydenta, aktor czyta i celebryta. Po co to robić? po co czytać od święta, coś co wszyscy z obowiązku przeczytaliśmy i omówiliśmy w szkole średniej, do czego cała ta akcja ma nas zachęcić? zmotywować? przymusić?

Nie wiem, pojęcia nie mam! a tu z każdej strony słyszę i widzę: koszulka z Wyspiańskim, zakładka, kubek plastikowy „Narodowe czytanie” itp. a ja tępa sztuka wciąż nie kumam po co? Tylko proszę nie myśleć, że ignorantką jestem, o nie! sztuka wciąż ciekawi mnie i intryguje! Pojąć tylko nie mogę po co komu narodowe czytanie, kto przystanie, posłucha i postanowi do biblioteki pójść i całe „Wesele” pana Stanisława Wyspiańskiego na spokojnie ze zrozumieniem przeczytać, no kto? I dlaczego właśnie to mam czytać, kiedy biblioteki i księgarnie w szwach pękają od literatury wszelakiej?

A, to jeszcze dodam, że nie tylko „Narodowe czytanie” mi  nie w smak, wszelakie akcje, gdzie ktoś mówi do mnie, weź książkę i przyjdź na rynek, do parku o tej i tej godzinie, bo będziemy wszyscy wspólnie czytać i pobijać kolejny super rekord bo przecież mamy książkę i czytamy, wszystkie takie akcje, też są mi nie w smak, bo ich nie kumam!

Uważam nawet, że przeczą one czytaniu jako takiemu, odbierają obcowaniu ze słowem pisanym ten indywidualny, intymny i bardzo osobisty wyraz. Czytanie jest moją wielką pasją, miłością, jest czymś bardzo moim, bo to ja obcując z literaturą, przepadam, zatracam się, zapominam o bożym świecie i nigdzie nie wychodzę, koszulek nie zakładam, ani się z tym nie obnoszę, bo to jest takie moje i tylko moje w chwili kiedy czytam!

Rzecz ma się inaczej, kiedy przeczytam i kiedy bardzo chcę o tym porozmawiać i przegadać i po przeżywać  to z innymi. I tu zaczyna się przygoda…, kto z moich znajomych, a w dobie internetu i nie znajomych czyta, kto czyta to co ja, i kto chce i ma ochotę o tym pogadać i na to czekam! Rozmowa o literaturze, o przeczytanych stronach, o zdaniach i słowach, o tym co mnie uwiodło, wkurzyło, rozczarowało i zaczarowało…, rozmowa z tymi, którzy też czytają i przeżywają literaturę podobnie do mnie, lub inaczej, to jest pasjonujące, dla mnie oczywiście.

I tego najczęściej mi brakuje, więc zagaduję panie w księgarni i w bibliotece i czasem rozstać się nie możemy, tak nam się dobrze rozmawia, tak się świetnie rozumiemy…, a przecież możliwości takiej nie byłoby gdyby się spotkać na placu na wspólnym czytaniu…

Dlatego tak uwodzą mnie osoby zatopione w książce w parku, na placu zabaw, w autobusie, czekające na kogoś, lub spieszące się, żeby przed kolejnymi obowiązkami zdążyć te kilka stron oswoić, w każdym wieku, w różnych pozach. Żadne tam „Narodowe czytanie”, a raczej moje czytanie, moja przyjemność, moja pasja…

Cały ten wpis popełniłam dziś w nocy, a od rana słucham radia i chciał nie chciał biorę udział w akcji „Narodowe czytanie”, i już wiem czemu to służy? Mam dużą przyjemność z głośnego czytania lektorów i całych słuchowisk, czyli, że dla przyjemności! ok, dziękuję!

 

 

Odmienność, nie trzeba się bać!

Wiem, jeszcze mamy wakacje, rozkoszujemy się tym stanem, lub jak ja żyjemy w napięciu i wciąż poszukujemy możliwości zagospodarowania czasu naszym dzieciom, chodząc przy tym do pracy. Jak na razie, świetnie nam idzie…, dziś mam przyjemność być z dziećmi. Na dworze grzmi i leje, mam więc czas dla nich i dla siebie też.

Wczoraj skończyliśmy czytać książkę, która przeniosła nas już do czasu szkoły i obowiązków.

Co to znaczy być normalnym? kiedy wiemy, że ktoś jest stuknięty? czy ja jestem normalny? wszystkie te pytania pojawiają się w książce: „Inny niż wszyscy”, która opowiada o chłopcu z zespołem Aspergera, a raczej o tym jak widzą go koledzy w klasie.

Osobiście spotkałam się z tą nazwą będąc asystentem rodziny w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie, wcześniej nie miałam pojęcia o jej istnieniu. Niestety nie udało mi się znaleźć odpowiedzi, na pytanie, jaką ilość dzieci z zespołem Aspergera spotkamy w wałbrzyskich szkołach? choć właściwie, czy to ma znaczenie? czy to będzie jedno dziecko, czy więcej? Znaczenie ma postawa innych uczniów, kolegów i nauczycieli, oraz co najważniejsze nas rodziców.

Dobrze jest wcześniej poczytać o zespole Aspergera i mieć pojęcie o co chodzi, dobrze jest też z dziećmi o tym porozmawiać, choć myślę, że nie trzeba się szczególnie rozwodzić nad objawami. Naprawdę dobrym wyjściem do rozmowy jest książka, jej ogromną zaletą jest przeplatające się od pierwszych do ostatnich stron pytanie, o to skąd wiemy, że ktoś jest normalny, a ktoś inny już nie? odpowiedzi szuka 9 letni Dawid, zamartwiając się, nie śpiąc i uważnie obserwując otaczających go ludzi. Zadaje też pytania bliskim, odpowiedzi nie zawsze go uspakajają…

Po przeczytaniu znaleźliśmy odpowiedź na  pytanie: czy jest taka choroba jak „inność”? koniecznie przeczytajcie z dziećmi, zanim początkiem września powrócą do szkoły, będą mądrzejsze i mam nadzieję, że inność nie będzie im przeszkadzać, szokować, czy spędzać snu z powiek… I co najważniejsze, nie będą się jej bać!

Inny niż wszyscy, Per Nilsson, wyd. Zakamarki

http://www.zakamarki.pl/index.php/inny-niz-wszyscy.html