Nareszcie wiosna

Po długiej i prawdziwej zimie nadeszła, choć jeszcze nieśmiało. Aż się wyrywamy do miejsc, gdzie można ją spotkać.

Przez nałożone na nas ograniczenia, i siedzenie w domu mamy różne pomysły, jak zorganizować sobie czas. Mam wspaniałe koleżanki, dzięki którym udało mi się w ostatnich dniach doświadczyć czegoś wyjątkowego.

Weszłyśmy na pobliski szczyt z wieżą widokową w samą porę, aby zobaczyć wschód słońca. Było pięknie i wyjątkowo, i co najważniejsze udało mi się namówić Kalinkę na tę przygodę. Poszłyśmy w las o świcie. Cieszymy się pierwszymi dniami, kiedy dzień jest już dłuższy.

Nie zrezygnowaliśmy z czytania, dostałyśmy nowe książki o przygodach Basi, zaczęłyśmy od lektury “Wielkiej książki o Uczuciach”. Jest wspaniała, ponieważ każde uczucie jest osobną opowieścią, można czytać je dokładnie wtedy, kiedy dziecko przeżywa konkretne emocje. Kolejne książki to: “Basia i rower” oraz “Basia i przyjaciele MARCEL”.

Obie trafiają w gust Kalinki, ponieważ przepada za spędzaniem czasu na wspólnych wyprawach, pod warunkiem, że będzie co zjeść 🙂 u Basi wyprawa rowerowa zwieńczona jest piknikiem nad rzeczką, także wszystko było jak trzeba. Mnie najbardziej podobała się nocna rozmowa Basi z mamą, taka o lękach naszych dzieci i tym jak możemy im pomóc, te leki przeżyć. Mama Basi spisała się wspaniale.

Historia Marcela, kolegi z przedszkola Basi jest inna. Opowiada o miłości do zwierząt i o odpowiedzialności za życie słabszych, którzy potrzebują pomocy. I tu znów rodzice staja na wysokości zadania, kiedy swoją postawą i decyzjami pokazują dzieciom, jak troszczyć się o siebie nawzajem i zwierzęta, które są od nas ludzi zależne.

Zapraszam do przeczytania najnowszych przygód Basi i jej przyjaciół.

KONKURS

Chętnie podzielę się jedna z książek, którą to już zależy od Was. Wystarczy udostępnić ten wpis i podać tytuł, który chcielibyście przeczytać ze swoimi dziećmi.

Basia i przyjaciele. Marcel – Zofia Stanecka (Książka) – Księgarnia Internetowa Egmonthttps://egmont.pl/Basia-i-przyjaciele.-Marcel,48812041,p.html

Basia i rower – Zofia Stanecka (Książka) – Księgarnia Internetowa Egmonthttps://egmont.pl/Basia-i-rower,48812037,p.html

Porozmawiajmy o uczuciach

Porozmawiajmy o tym, co myślimy o uczuciach? Co każdy z nas myśli, trudno zauważyć, myśli są tylko nasze osobiste i ukryte, o ile się nimi nie podzielimy, o ile ich nie wypowiemy, to druga osoba nie ma pojęcia, co myślimy na dany temat. Zupełnie inaczej rzecz ma się z emocjami, z łatwością można je dostrzec na naszej twarzy, w postawie, czy tonie głosu. Nie zajmuje nam dużo czasu rozpoznanie, czy dana osoba jest zła, wściekła, czy też smutna. Emocje są ujawnione, a już emocje naszych dzieci, wprost rzucają się nam w oczy i w uszy.

Czy będąc rodzicem, doceniam wartość przeżywanych emocji własnych, w związku z wychowaniem i emocji dziecka, w związku z dorastaniem? Wiecie, że to jest trudne, bardzo, bardzo trudne! A przy tym, jakie to jest ważne dla prawidłowego rozwoju naszych dzieci. Bez przeżywania i rozumienia emocji, trudno będzie zrozumieć innych ludzi i budować z nimi bliskie i zdrowe relacje.

Uczucia i emocje się dopełniają, dlatego używam obu sformułowań. Najważniejsze jest jednak to, że emocja, czy uczucie, przeżywane przez moje dziecko, niesie informację dla mnie. Jeśli jestem gotowa tę informację odczytać, przyjąć i zaakceptować, bez ponaglania, oceniania i negowania. Jeśli umiem ją nazwać i mam gotowość potraktować jako fakt, jeśli mam zgodę na akceptowanie wszystkich stanów emocjonalnych mojego dziecka, to mogę mieć wpływ na jego zachowanie.

I tu zaczyna się wychowanie, tylko kiedy damy dziecku przestrzeń i czas do wyrażania emocji (uważne słuchanie), zaakceptujemy wszystkie emocje dziecka i pomożemy mu je nazwać. Możemy pomóc mu je przeżyć, i zrozumieć zachowanie, a na zachowanie dziecka mamy i możemy mieć wpływ, aby je korygować i modyfikować. “Zadaniem rodzica jest nauczyć dziecko, jak można wyrażać swoje emocje, nie wyrządzając nikomu krzywdy” (cytat: Joanna Sakowska).

Temat jest znacznie bardziej obszerny, dziś z premedytacją wykorzystałam go, do zachęcenia rodziców dzieci młodszych i sięgnięcia po nową książkę: “Basia, Wielka Księga o Uczuciach” Zofia Stanecka i Marianna Oklejak.

Jak zawsze w serii o Basi, znajdziecie tu sytuacje trudne i piękne. Książka jest ważna i aktualna. Porusza temat 45 uczuć z jakimi radzą sobie, lub nie najmłodsze dzieci. Każde uczucie opisane jest przez kilku bohaterów, kiedy więc czytamy o lęku, dziecko dowiaduje się, czego boi się mama Basi, babcia i sama Basia. Z każdej lekcji płynie mądra puenta dla rodzica i dziecka. W związku z sytuacją, w jakiej przyszło żyć naszym rodzinom od roku, pomóżmy sobie i naszym dzieciom nazywać i przeżywać emocje, a wtedy będzie nam wszystkim łatwiej, powrócić do normalności…

Basia. Wielka księga o uczuciach – Zofia Stanecka (Książka) – Księgarnia Internetowa Egmont

Życzliwość

W rzeczywistości codziennej i wirtualnej cierpimy na brak, przejmujący brak życzliwości. Ok, może nie cierpimy, ja cierpię. Mam za to przesyt mądrości nie wiadomo skąd, większość może i chętnie z możliwości tej korzysta, aby jasno i często wulgarnie, wyrazić swoje zdanie, na dosłownie każdy temat. Przyłapuję się na tym, że i ja mam ochotę, ba czasem nawet zaczynam pisać co myślę na dany temat (tak jak teraz…), ale po chwili odpuszczam, zadając sobie pytanie: po co? i czy na pewno nikogo nie urażę?

Dziś znalazłam powód do napisania, to będzie apel o okazywanie życzliwości w życiu codziennym i w przestrzeni wirtualnej.

Jesteśmy, a przynajmniej bywamy mili, uśmiechamy się, mówimy “dzień dobry” i “przepraszam”. Wychodzimy do innych i wiemy jak należy się zachować, zwykle nie mamy z tym problemu. Czasem skomentujemy coś pod nosem, lub jak mawiał pewien wałbrzyski kustosz: “zmełłem przekleństwo w ustach”. Ok, zdarza się, że nie wylewamy żalu i pretensji, zapanujemy nad oburzeniem i niechęcią do tego co myślą i robią inni. Zapanujemy nad pojawiającą się pogardą, obrzydzeniem i schowamy święte oburzenie w sobie.

Częściej jestem jednak świadkiem, braku panowania nad językiem. Lub w mediach społecznościowych, panowania nad rękami, które tak świerzbią, żeby komuś napisać i dowalić, używając słów, uważanych powszechnie za obelżywe. Słów, których nie chcemy, aby używały nasze dzieci

Stałam ostatnio w kolejce w barze, gdzie nie spojrzysz, prośba napisana kredą na tablicy i wydrukowana na kartce: “prosimy o zakładanie maseczek”. Czy mi się to podoba, czy nie, chcę kupić pierogi, zakładam maseczkę, jak nie chcę zakładać, mogę wyjść i sama pierogi lepić. Stoję i czekam, nagle słyszę starszą panią jak grzecznie pyta obsługę, czy może założyć maseczkę, lub przyłbicę. Po kilku sekundach obsługa i osoby w kolejce, wyraziły swoje zdanie (głośno i wulgarnie) na temat: wieku pani, pojemności rozumu, inteligencji, i co najważniejsze wyraziły zdanie na temat “tego całego korona wirusa, co to go nikt nie widział”. Stałam w maseczce, jak większość i próbowałam zrozumieć, o co chodzi? Panie dały upust swojej frustracji, zwymyślały staruszkę i jeszcze pozwalały sobie na niegrzeczne komentarze miedzy sobą. Wróciłam z tymi pierogami do domu, przy stole opowiedziałam o tej sytuacji rodzinie. Nie zareagowałam i chyba nawet, dobrze, bo panie były tak nakręcone, że żadne moje słowa nie byłyby odpowiednie (no chyba, że bym im przyklasnęła).

Kiedy przeglądam posty na FB, często z każdą minutą mam coraz większe wątpliwości, czy to co widzę i czytam jest chęcią podzielenia się czymś dobrym, ciekawym, zabawnym. Czy też chodzi o wywalanie na innych złości i utwierdzanie się w poczuciu, że ja mam rację i wiem lepiej.

Stąd potrzeba napisania słów kilku o dobrych manierach, dokładnie tych, których wymagamy od dzieci. Tłumacząc im, dlaczego to takie ważne, że potrafimy szanować uczucia i rozumiemy, że nasze słowo, postawa, zachowanie ma wpływ na innych. I tu dochodzimy do życzliwości, myślę, że jest fundamentalną kompetencją społeczną, to coś więcej niż bycie miłym. Na pewno przyczynia się do wzrostu naszego społecznego i emocjonalnego IQ, pozwala patrzeć ludziom w oczy i ich słuchać, a nie atakować. Pozwala zauważać innych takimi jacy są, i zostawiać ich z tym. Nie na wszystko mamy i nie na wszystko chcemy mieć wpływ. Życzliwość pozwala zastanowić się, nad tym, czego mogą potrzebować inni.

Życie jest nieprzewidywalne, tego doświadczamy w ostatnich miesiącach, jak chyba nigdy wcześniej. Piszę z własnej perspektywy, nie uchronimy siebie i bliskich przed różnymi zagrożeniami, nieszczęściami. Można jednak uczyć się radzenia z trudnościami, i dobrze jest usłyszeć słowa konstruktywnej krytyki, dobrze jest umieć przyznać się do błędu i przeprosić. Dobrze jest, nie wyśmiewać się z innych, nawet kiedy jesteśmy przekonani o swojej racji.

Jestem przekonana, że warto jest uczyć dzieci, że nie powinno się robić, ani mówić niczego, co mogłoby zawstydzić, czy zasmucić innych. A przy tym, mnie obowiązują te same zasady, które przekazuję, mam dawać przykład. Jestem za to odpowiedzialna i mam na to wpływ. I zachęcam bardzo, pielęgnujmy życzliwość, to coś więcej, niż mechaniczne bycie miłym.

Radość nasza codzienna

Nie mam na myśli szczęścia, mowa o zwykłym (niezwykłym) uczuciu radości. Często obserwując młode mamy, próbujące odnaleźć się w nowej roli życiowej, zauważam, że radość największą czerpią, przebywając z własnym dzieckiem. To ten cudowny czas, kiedy uśmiech i każda nowo nabyta umiejętność maleństwa, jest wiadomością dnia i cudem po prostu. Ta radość w mamach jest wciąż obecna, choć opieka i troska nad małym dzieckiem, bywa naprawdę męcząca.

Jednak przychodzi taki czas…

Kiedy nasze pociechy rosną, ta radość z każdą chwilą z nich dosłownie “wyskakuje”, a mamy w poczuciu powinności bycia “najlepszą mamą” na swojej ulicy, zaczynają to uczucie korygować. Na pewno to znacie, poprzez własne doświadczenie, lub obserwację na placu zabaw, autobusie lub kolejce. Jedno dziecko za głośno się śmieje, drugie za głośno śpiewa, pytań za dużo zadaje, a w ogóle to z czego się tak cieszy? I radość będąca naturalną cechą naszych dzieci w naturalny sposób jest negowana, oceniana i poddawana kontroli.

Coraz mniej radości…

Tacy jesteśmy poważni, zapracowani, poświęcamy się w domu, w pracy, w rodzinie. Tacy zagonieni, tyle rzeczy trzeba i muszę, a kawa to już tylko zimna i obiad w biegu. A jeszcze tyle zajęć dodatkowych, żeby te nasze dzieci miały w swoim życiu perspektywy i żeby miały lepiej niż my. Tyle robimy dla naszego otoczenia, tak się staramy, a radości pomimo trudu coraz mniej.

Radość nasza codzienna, jest właśnie tu! Jeśli pozwolimy sobie na chwilę wytchnienia, na czas bez zadyszki i zadęcia, ile to muszę i jak to ja dam sobie radę. Jeśli odkryjemy w sobie znów, to co daje nam radość i spokój, oraz każdego dnia damy sobie przyzwolenie na doświadczanie tych rzeczy, jest szansa na osobistą radość codzienną. Może będziesz musiała chwilę się nad tym zastanowić, wziąć kartkę i przypomnieć sobie, co daje Tobie energię, spokój i radość.

Od tego jakie emocje zagoszczą w Twoim wnętrzu zależeć będzie atmosfera panująca w Twoim otoczeniu. I to nie jest łatwa rzecz, bo te nasze małe słodkie dzieci rosną i zmieniają się, a każdy kolejny rok to nowe wyzwania, nadążania za coraz to starszym i mądrzejszym dzieckiem, nastolatkiem. Ileż to generuje trosk, zmartwień, niepokoju, lęku, no właśnie kto to wszystko generuje? Ostatnio uświadomiłam sobie, jak dobrze mieć realny wpływ na to co myślę, na to jakie pojawiają się we mnie emocje, i na to jak się czuję. Uczę się zmiany sposobu myślenia, wychodzenia z utartych ścieżek, efektem tego są moje emocje i moje samopoczucie. Efektem tego jest poczucie, że tylko ja ponoszę odpowiedzialność za swoje emocje i mam wpływ na atmosferę w domu, w pracy, a nawet w kolejce do apteki…

W życiu rodzinnym i społecznym, lubię to, że mam tą pracę do wykonania osobiście, i chętnie to robię 🙂

Radości!!!

“Ja wiem, że mam mały rozumek, ale nie rób mi z niego wody…”

“Ja wiem, że mam mały rozumek, ale nie rób mi z niego wody” to cytat rozmowy ponadczasowego Kubusia z jednym z wielu przyjaciół. Pamiętam go od naprawdę dawna, a ilekroć go wspomnę nieodmiennie mnie bawi.

Co prawda w naszym domu królują cytaty z Muminków, ale powroty do Kubusia i przyjaciół są bardzo dobre. Z dużym sentymentem wracamy do Krzysia, Kubusia, czy Prosiaczka, rozmowy i zabawy przyjaciół ze Stuwiekowego lasu, nie straciły z upływem lat, choć dzieci dziś już trochę inne i Świat wygląda już inaczej. Nie przeszkadza nam to jednak śmiać się z rozmów, jakie Kubuś prowadzi ze swoimi przyjaciółmi, pełny przekrój temperamentów. Osobiście przepadam za melancholijnym Kłapouchym i bojącym sią własnego cienia Prosiaczkiem.

Kiedy czytamy “Kubuś i lekcje ze Stumilowego Lasu” przypominam sobie te historie oglądane na dobranoc. Pamiętam poszukiwanie ogona Kłapouchego, jeszcze lepiej pamiętam wyliczankę czynności niedozwolonych przez Królika, czy to nie brzmi wciąż pięknie:

“Nie jeść za dużo, żeby się nie zabrzuchować w moich drzwiach”, albo “Nie mówić kiedy ja myślę”. Wydaje mi się, że ten ostatni sparafrazowała pewna celebrytka, mówiąc do swojego partnera “nie mów do mnie teraz” 🙂 😉 Pamiętam, że Królik mnie denerwował i z przykrością odkrywam, że trochę jesteśmy do siebie podobni.

Kolejny tytuł “Kubuś i dobre maniery” tez jest cudny. Stół nakrywamy wciąż tak samo, ćwiczymy gościnność i zachowanie przy stole. Może tylko z telefonu korzystamy inaczej, co nie znaczy, że lepiej. Często zdecydowanie lepiej z kimś porozmawiać, niż wysyłać zdawkowe wiadomości, które mogą być źródłem nieporozumień. Dobrze też poćwiczyć pamięć i zapamiętać kilka najważniejszych numerów telefonicznych do bliskich.

Pięknie napisane, mądre, nieśpieszne historie dla każdej grupy wiekowej. Dobrze spędzony czas z książką i dzieckiem, chyba, że u Was robi się podobnie ja u nas. Czytanie z dziećmi ostatnio nie wygląda najlepiej. Mogę się tu tłumaczyć wakacjami, wyjazdami, remontami i pracą oczywiście też. Myślę jednak, że przyczyna tkwi gdzie indziej… dzieci nam wyrosły! i czytają same, albo i nie czytają różnie to bywa, czasem wolą bawić się równie dobrze jak Kubuś i przyjaciele.

https://egmont.pl/kubus,

Basia nie musi siedzieć w domu

Mamy, aż trzy najnowsze książki o przygodach Basi, i tak się zastanawiam ostatnimi czasy nad jej fenomenem w naszym domu. Ta rezolutna dziewczynka, jak niektóre “ubranka” rośnie z nami, w końcu ona wciąż jest w przedszkolu, a my już dawno szkolni, ale Basia jest nam bliska i wcale różnicy wieku nie widać…

Tylko, że tym razem ona ma dużo szczęścia, szczególnie w książce “Basia i piknik”. Jak my jej zazdrościmy tego pikniku, biegania i zabawy z przedszkolnymi przyjaciółmi, ze zwierzakami, obserwowania przyrody, a konkretnie zaskorońca, i tego piknikowego jedzenia. Tak, wszystkiego jej zazdrościmy…

Zazdrościmy, bo przyszła wiosna, dzień jest dłuższy, kolejny tydzień ma być już bardzo ciepły i przyjemny, i wszyscy zostajemy w domu. Nie ma mowy o wyjściu do lasu, który w ostatnich tygodniach ratował nas, kiedy energia rozrywała dzieci na strzępy, a nasza cierpliwość dawno była już poza granicami. Szliśmy w las, gdzie cisza i spokój pozwalały ogarnąć świat emocji, nadszarpniętych relacji i niemocy w walce z niewidocznym….Nie wiem jak długo wytrzymamy bez lasu, boję się nagromadzonych zasobów energii w nas, i korona wirusa też!

Dlatego dobrze mieć Basię, spędzić z nią czas na pikniku i wyobrazić sobie, że jeszcze trochę, a my również bedziemy dobrze się bawić w zgodzie z naturą i z przyjaciółmi.

Kolejny tytuł to “Basia i przyjaciele: Zuzia” kłótnia rodziców, niewyjaśnione sprawy, niepewność, brak rozmowy z dzieckiem wywołuje w nim tyle uczuć, że z perspektywy rodzica i dorosłego nie sposób wszystkich tych emocji zobaczyć, ponazywać i im zaradzić. Przeżycia Zuzi, przedszkolnej koleżanki Basi, i to jak poradzili sobie w trudnej sytuacji najbliźsi pozwala zobaczyć świat emocji oczami dziecka. Świat to bogaty! pełen radości i strachów…, jak dobrze mieć fajnego tatę, który nawet jeśli nie wiele mówi, to jest obecny i bardzo pomaga.

Ostatnia książka “Basia Wielka księga przedszkola” jest dla Was, obejmuje cztery pory roku w przedszkolu, nam podobała się “Marzanna” i “Dżdżownice”. Historii przedszkolnych jest aż 19, będzie co czytać, kiedy nie można z domu wyjść. Żeby książkę otrzymać, należy udostępnić ten post i tyle. KONKURS BĘDZIE TRWAŁ DO CZWARTKU 9 KWIETNIA, w piątek wyjdę na pocztę (to jest powód opuszczenia mieszkania:) i wyślę egzemplarz zwycięzcy!

https://egmont.pl/Basia.-Wielka-ksiega-przedszkola,24352780,p.html

https://egmont.pl/Basia-i-piknik,24352814,p.html

https://egmont.pl/Basia-i-przyjaciele.-Zuzia,24352781,p.html