Wirusowa sztafeta!

IMG_20160717_131141Jak to jest? Ledwie człowiek coś zaplanuje, zaangażuje pół świata babć, cioć i dziadków i kiedy wszystko dograne, dopracowane do ostatniej minuty…, przychodzi Kalinka i mówi: ” mamo, zimno mi”, dotykam czoła i już wiem, cały misterny plan właśnie się rozsypuje, ale nie, resztkami sił trzymam pion i idę po termometr, tylko spokojnie, nie demonizuj niech przemówią cyfry. Po kilku minutach 38,4 jest i gorączka…, no dobra trzeba wymyślić kolejny plan.

Trzeba wszystko przeorganizować, zaangażować kolejne miłe osoby do pomocy w opiece nad dzieckiem, czasem odpłatnie a czasem po sąsiedzkiej dobrej znajomości. Zwykle po gorączce jednego, kiedy już jest lepiej i można by zaplanować coś fajnego znów, przychodzi czas na kolejne dziecko. U nas cała sztafeta trwa właśnie tydzień, najpierw nie wypalił wyjazd dzieci do dziadków, a od dziś jest półkolonia więc Ida leży i fatalnie się czuje i zdecydowanie nigdzie jutro nie pójdzie…, i znów trzeba wymyślić kolejny plan zaopiekowania chorego dziecka.

 

Także pewnie sami wiecie jak ciekawe i zaskakujące potrafi być życie rodziców trójki dzieci “sportowców”…

IMG_20160717_144122

 

 

Palmiarnia w Wałbrzychu

IMG_20160716_122924Bardzo to było przyjemne kilka godzin z Idą i Kaliną w Palmiarni w Wałbrzychu, już na wejściu okazało się, że korzystając z karty Rodzina 3+, płacimy aż 3 zł. To dobra wiadomość, tym bardziej, że zwykle z takich miejsc nie wychodzimy z pustymi rękami (dziś też każdy wybrał sobie kaktusa).

Obawiałam się, że miejsce szybko się dziewczynką znudzi, same rośliny…, może chociaż jakieś lody?

A tu niespodzianka, kaktusy, aloesy, mandarynka, pomarańcza i jeszcze cytryna. Bonzai, który ma 160 lat, ile to jest? Zachwyciły się pawiem i tym kolorowym i  nawet albinosem, żółwiami i rybkami. Tunelami w których można się na chwilę schować i opowieściami o księżniczkach, które dawno temu też tymi ścieżkami spacerowały. Naprawdę się im podobało! Nam też, chwila relaksu i spokoju w mieście Wałbrzych, żałuję tylko, że Kuba musiał zostać w domu bo dopadła go gorączka, przekazana zresztą przez siostrę…

Tak sobie myślę, że czasem szukamy na siłę miejsca gdzie by tu pojechać, jak zorganizować  rodzinny wspólny wypoczynek żeby wszyscy byli zadowoleni (a uwierzcie mi nie zawsze jest to łatwe) i tak naprawdę zapominamy o tym co jest blisko, zapominamy o pięknych miejscach i ich niesamowitej historii. Dziś było inaczej i bardzo dobrze!!!

Mamusie z wózkami też widziałam, także wiek dziecka nie ma tu dużego znaczenia, można przyjemnie spędzić część dnia. Polecam!

IMG_20160716_131635 IMG_20160716_131134 IMG_20160716_130929 IMG_20160716_124512

 

Chyba z Tobą oszaleję!

jak_byc_rodzicem02Jak często obiecujesz sobie, że dziś już będziesz matką miłą, cierpliwą i wyrozumiałą? codziennie? I jak często wszystko kończy się jak zwykle: na krzykach, krytycznych uwagach, których później żałujesz?

Myślę, że uczucia te nie są nam rodzicom obce…, bywa, że dzieci za które oddalibyśmy życie doprowadzają nas na skraj wszelkiej wytrzymałości. Zapanowanie w tym czasie nad emocjami, wielka sztuka! Wszystko zależy jeszcze od dnia, zmęczenia, nastroju naszego i dzieci. Czasem uda się sytuację napiętą obrócić w żart, rozładować nagromadzone emocje, ale tylko czasem…

Co zrobić, kiedy wcale do śmiechu nam nie jest? Mądrzy rodzice mówią: “kiedy wmawiamy sobie, że mamy być spokojni, kiedy nie jesteśmy, to jeszcze bardziej pogłębiamy swoją złość i bezsilność”wyzwanie to:

  • wyrazić uczucia,
  • poczuć ulgę,
  • nie skrzywdzić dziecka,

Jak to zrobić? używając niewielu słów, w prosty sposób powiedz co czujesz, nie gderaj! Podobno nasz język jest bogaty w słowa, które dotyczą negatywnych uczuć, sprawdziłam, faktycznie trochę ich jest: wściekły, rozdrażniony, poirytowany, zły, oburzony, zdenerwowany, wyczerpany, rozczarowany, rozzłoszczony, po prostu wkurzony. Opisanie i nazwanie tego co czujemy nie krzywdzi dziecka. Natomiast nasza złość i wybuchy agresji działają bardzo krzywdząco. I jeszcze komunika TY, oskarżycielskie “Ty” tnie niczym nóż, nie prowadzi do niczego konsytruktywnego. My atakujemy, a dziecko się broni…

I róbmy sobie przerwy, nie dzieci wysyłamy do pokoju, zeby przemyślały, co zrobiły lub powiedziały, a sami robimy sobie przerwę i wychodzimy na spacer, podlać kwiatki czy pobiegać.

Uczmy dzieci codzienności, nazywania uczuć i radzenia sobie z tymi uczucia , pomocna jest w tym książka:             wyd. Media Rodzina ” Jak być rodzicem, jakim zawsze chciałeś być?” Adele Faber, Elaine Mazlisch

Jest praktycznym kompendium dla rodziców, polecam!

 

 

 

 

Nie da się zaplanować życia, trzeba je przeżyć!

twoja-kompetentna-rodzina-b-iext4027329Ile razy uzależniam przyszłość moich dzieci od ich zachowania, mówię: dobrze zgadzam się, ale jak będziesz posłuszna-ny. Tak jakby posłuszeństwo dzieci było celem mojego wychowania. Marzy mi się, żeby dzieci trzymały się tego co im mówię, co nakazuję o co proszę. Jednak nasze dzieci, zwykle i tak mają własne zdanie, jak się okazuje, na szczęście!

Jestem (w końcu) po lekturze “Twojej kompetentnej rodziny” Jespera Juula i wiem, że nie można mieć dziecka uległego w domu i samodzielnego poza domem. W sumie wiedziałam to już wcześniej, to, że pragnę wychowywać dzieci do samodzielności, a trudno osiągnąć taki cel, opierając relacje z nimi na nakazach, prośbach i groźbach. Cóż, kiedy często zdarza mi się w tę pułapkę wpadać. Jak to zmienić, od czego zacząć? Jak zwykle, od siebie!

Trzeba poznać dzieci i siebie jako rodzica, bo wychowanie to uczenie się poprzez praktykę i szukanie własnej drogi, nie można go zaplanować, trzeba być gotowym na stały rozwój. Poznać siebie, ha nic trudnego! Wiem, nie wierzycie. Jasper Juul zachęca do poznania i wytyczenia osobistych granic, które w sposób jasny pokażą innym czego chcemy, co lubimy, co odrzucamy, jakie są nasze normy, zasady i reguły. Czy mam jasność, gdzie leżą moje granice i dlaczego właśnie tam? Zwykle łatwiej nam je postawić i doprecyzować w kontaktach z innymi. Jak sobie radzicie, kiedy dzieci, bliscy czy współmałżonek je naruszają? Kłócicie się? I bardzo dobrze….

Granice, o których czytam, wyrażają osobistą wolę rodziców i tu ważne: “zamiast pytać: co wolno dziecku?, musimy zadać sobie pytanie: na czym mi zależy – i jakie ma to konsekwencje dla mojego dziecka? ” Kształtowanie indywidualnych granic trwa latami, a dzieci, rodzina w ogóle są inspiracją do ich stawiania i wyznaczania. Tu, w rodzinie, zaczynają się granice i tu, w rodzinie uczymy się lekceważyć granice, przyczyną jest naruszanie integralności dzieci. Jak tego nie robić, jak nie naruszać integralności dziecka, aby umiało uszanować granice rodziców? Kontakt między ludźmi buduje wypowiedź osobista, ja chcę, ja nie chcę i tego trzeba się uczyć, żebyśmy uszanowali granice naszych dzieci i docelowo nauczyli ich szanować nasze, bo gdy dziecko nie szanuje granic swoich rodziców, wina leży zawsze po ich (naszej) stronie. Z drugiej strony kiedy dzieci łamią nasze granice, mamy okazję lepiej je poznać…

W rodzinie również jest miejsce do nauczenia się empatii, kompetencji społecznych i poczucia wspólnoty, pamiętając, że empatia to nie jest umiejętność dzielenia się z innymi, bo czy zawsze powinno się dawać ludziom to, czego pragną, jeśli bez tego będą smutni? A czego uczymy nasze dzieci w piaskownicy, kiedy nie chcą oddać łopatki?

Rewelacyjny jest rozdział o małych tyranach, którzy wciąż stawiają wymogi, stale są niezadowoleni i bezustannie chcą być w centrum zainteresowania. Pokolenie dzieci uzależnionych od uzasadnień każdej decyzji rodzica, pytają, a dlaczego? choć odpowiedź ich nie interesuje, co najwyżej użyją jej przeciw rodzicowi. Dzieje się tak nie dlatego, że dostają za dużo tego co dobre, tylko dlatego, że dostają za dużo tego co niepotrzebne.

Jak odczarować agresję, która wcale nie jest wrogiem miłości i troski?

Polecam też rozdział o jedzeniu, o tym dlaczego mężczyzna powinien być kapitanem w kuchni i dowodzić sercem domu? A także, jak nie odbierać dzieciom odpowiedzialności za ich apetyt i trawienie? Nie musimy stać na posterunku, wychowywać i moralizować, dzieci powinny mieć szansę poeksperymentować. A naszym zadaniem jest znaleźć, a raczej wykupić, wywalczyć czas dla rodziny. Bo dzieci potrzebują przewodnictwa dorosłych, jeśli mają się zdrowo rozwijać i unikać zachowań destrukcyjnych, mamy być równie ważni, ale nie zawsze równi. Piękne prawda?

Wspólnota- Dialog- Dyskusja- Odpowiedzialność osobista, nie mogę się na ten temat za bardzo rozpisać, bo i tak nie uda mi się w kilku zdaniach uchwycić mądrości, a zarazem prostoty rad dla nas, ponadczasowych i realnych do wyuczenia i wprowadzenia w życie. Powodzenia!!!

Tworzyć relację z partnerem i dziećmi to konieczność podjęcia ciągłego rozwoju i to jest największa korzyść miłości.

Jasper Juul “Twoja kompetentna rodzina” wyd. MIND, Ci z państwa, którym zdarza się czytać wpisy o książkach na blogu, wiedzą, że zawsze jestem zachwycona jego książkami, cóż, nic się w tym temacie nie zmieniło. Przeczytajcie koniecznie!

 

 

Gdy nadchodzi wiosna

alergia-wiosenna_m Gdy nadchodzi wiosna, jak na życzenie zaczynamy w domu kichać, dmuchać i ocierać łzy…. Dla mnie to nic nowego, bo odkąd pamiętam wiosna choć piękna, nie była szczególnie radosna z powodu licznych dolegliwości towarzyszących alergikowi.

Podobnie, a nawet znacznie gorzej miało całe moje rodzeństwo czyli brat, trzy siostry, a najmocniej właśnie tata. Wychowując się w rodzinie alergików wydawało mi się, że tak ma być, ile książek i zeszytów w plecaku tyle chusteczek! Przypominam sobie nawet uwagę mojej wciąż cieszącej się dobrym zdrowiem babci, że przez to smarkanie, to nikt mnie nie zechce…, nie pamiętam jednak, żeby to smarkanie szczególnie chłopaków odstraszało.

Dzisiaj patrzę na nasze dzieci, które męczą dolegliwości związane najczęściej z porą roku, ale nie tylko. Kiedy urodziłam pierwsze dziecko 11 lat temu, od samego początku obserwowałam objawy, które mnie niepokoiły, szorstka skóra, czerwone policzki, rany za uszkami, w zgięciach kolanowych i łokciowych, czy pękające opuszki palców, zwykle szukałam związku pomiędzy tymi objawami, a tym co wcześniej zjadłam, bo Jakub przez dwa lata był karmiony naturalnie. Pierwsze testy z krwi zrobiłam mu kiedy jeszcze nie miał dwóch lat, kolejne kiedy miał lat pięć, a kiedy skończył sześć  zaczęliśmy się odczulać. Już po roku widziałam poprawę, czyli majówka przestała być jednym wielkim zapaleniem oskrzeli. Kwitnące brzozy już nas tak nie krzywdziły.

4989513-alergia-na-kota-900-667Potem nadszedł czas Idy. Zaczęło się niewinnie, poszła do koleżanki, a ta miała kota. Kiedy wróciła do domu ledwie poznałam własne dziecko była tak spuchnięta, zapłakana i zakatarzona. Z kaszlem walczyliśmy kilka dni, tak zachrypła, że zmienił jej się głos na wiele tygodni. Kiedy, w końcu dostaliśmy się do alergologa, po wykonaniu testów, bardzo szybko okazało się, że kot oznacza wielki problem. Zaczęliśmy odczulać się na kota, po dwóch latach już było lepiej.

Po co o tym piszę?

Pomyślałam sobie, że mam pewne doświadczenia w walce alergią, a często słyszę czy to od mam w pracy czy od koleżanek, że kiedy obserwują swoje dzieci dochodzą do wniosku, że to pewnie alergia. Być może, a nawet na pewno, większość z tych mam ma rację. Kwestia podjęcia kroków, które pomogą im wyeliminować inne przyczyny. Bo jak się okazuje przyczyn różnych dolegliwości, które utożsamiamy z alergią może być więcej, i tu kłania się moje doświadczenie z najmłodszą córką Kalinką, od czasu do czasu i ona miała objawy wskazujące na alergię. Zrobiliśmy testy i nic, to akurat była dobra wiadomość! W jej wypadku objawy ustąpiły po podaniu leku na pasożyty. Od czasu do czasu obserwuję też u dzieci nietolerancję pokarmową, którą również można mylić z alergią pokarmową. A to już jest kwestia uważnego jedzenia, obserwowania dzieci i unikania “śmieci”.

Właśnie Kuba mnie zapytał o czym piszę? odpowiadam, że o alergii, a on na to: no, Ty się znasz! Haha faktycznie oboje przyjaźnimy się z Symbicortem.

allergy_season_kid_sneezing_thg_130321_wg

 

 

 

 

Nie wtrącaj się!

centercropMówię poważnie, nie wtrącaj się rodzicu kochany bo choć wiadomo, że zawsze wiesz lepiej, to proszę spróbuj i nie wtrącaj się!

Ale o co chodzi? zastanawiasz się, no właśnie: Chodzi o to jak traktujemy konfliktowe sytuacje naszych dzieci i mam tu na myśli zarówno rodzeństwo jak i relacje w piaskownicy, przedszkolu w  szkole z kuzynem i sąsiadem. Jeszcze się dobrze dzieci nie rozpędzą w zaciętej walce o obronę racji własnej lub zacietrzewią się na brak racji innych, ledwo głos podniosą, a my już stoimy gotowi aby zareagować. Bo przecież wiem lepiej jakie jest moje dziecko, czego chce i czy aby w tej potyczce sobie poradzi. Niech no tylko ktoś mu powie, już ja pójdę i do wychowawcy, mamę zawołam i dyrekcję też powiadomię.

Skąd w rodzicach ta pewność, że wiedzą lepiej jak zachować się w sytuacji konfliktu, jak problem rozwiązać, nie dopuścić do poczucia porażki u ukochanego dziecka…, szybko więc reaguje.

Rzecz ma się inaczej, kiedy mamy rodzeństwo, w różnym wieku, różnej płci, odmiennych temperamentach. W sytuacji braku porozumienia, która w kilka sekund jest kolejnym kataklizmem na miarę tsunami, trudniej orzec kto ma rację, zaczynamy więc dochodzenie w poszukiwaniu winnego. Wysłuchać każdego, wściekłego i pewnego swych racji dziecka i wybranie najlepszej opcji jest już trudniejsze, zwykle niemożliwe, a sprawiedliwy osąd i rozwiązanie problemu nigdy nie jest satysfakcjonujące. A ile przy tym sami tracimy energii, nerwów oraz czasu, to już tylko my wiemy.

Dlatego rodzicu drogi: nie wtrącaj się! Kiedy staniesz z boku i pozwolisz na niezadowolenie, złość, wyrażenie emocji, zobaczysz, że konflikt dzieci rozwiązały same, i dalej świetnie się bawią, po kilku minutach nie pamiętając już o co się pokłóciły. Historia powtórzy się jeszcze nie raz, może nawet przy okazji tej samej zabawy, jednak dopóki nie dochodzi do ręko czy słowo czynów: nie wtrącaj się!

Pozwólmy dzieciom uczyć się, jak samodzielnie rozwiązywać własne konflikty…

evsmash-1456696470-12742679-830551507091477-7153779422661150925-n