Kwestia karmienia, nie tylko piersią

IMG_20160808_151524Temat jedzenia, odżywiania, karmienia bardzo popularny jest ostatnio. Poradniki o tym co jeść, na jakim etapie życia co wprowadzamy, jak obserwujemy, czy dziecko nie jest uczulone na poszczególne składniki pokarmowe itd. Dużo tego i większość odpowiedzialnych mam całą tą wiedzę próbuje przyswoić i iść z kalendarzem żywienia pod rękę. Bardzo dużo uwagi poświęcamy prawidłowemu odżywianiu, choć mam poczucie, że w gonitwie za jakością jedzenia gubimy inne wartości z jedzeniem i przyjemnością obcowania przy stole związane, z pozytywną energią, sercem domu.

Najprościej i najprzyjemniej jest we wczesnym dzieciństwie przystawić maleństwo do piersi, nie musieć się zastanawiać ile zjadło, czy posiłek był wartościowy, czy zaspokojone zostały potrzeby dziecka. Wszystko to dzieje się naturalnie, zwykle w poczuciu dużej bliskości, czułości i więzi. Myślę przy tym, że matki w tak zwyczajny i naturalny sposób traktują zaspokajanie potrzeb dziecka, że dyskusja o obnażaniu się, nieskrępowanym pokazie kobiecych atrybutów jest bezpodstawna. Każdego dnia jako matka trójki dzieci zaspakajam ich potrzeby na różnych poziomach w różnych miejscach i robię to zw względu na moje dzieci, a nie po to aby coś udowadniać, czy pokazać się z piękniejszej strony…

A wracając do jedzenia to choć zredukowaliśmy je do “praktycznych” czynności, to wciąż w ogromnej mierze buduje atmosferę domu. Wspólne posiłki są coraz trudniejsze , znaleźć się przy stole o tej samej porze i żeby jeszcze było co zjeść, ba, żeby wszystkim smakowało, żeby nie było marudzenia i narzekania. Trudna sztuka zaspakajania potrzeb wszystkich domowników, tych głodnych i tych gotujących. Tych na fochu i tych w dobrym nastroju. Posiłek to czas kiedy możemy obserwować i cieszyć się swoją rodziną – taką jaka jest w tym właśnie momencie. Tak pisze mój ulubiony autor książek o wychowywaniu Jesper Juul w książce “Uśmiechnij się! Siadamy do stołu” i ja doskonale wiem o czy on mówi, przeżywam to wielokrotnie podczas śniadań i obiadów, kolacji zwykle nie jemy.

IMG_20160808_151450W książce tej jak i w każdej tego autora przewija się myśl najważniejsza, że to my rodzice jesteśmy przewodnikami, gospodarzami w domu, my wyznaczamy kierunek i granice, zasady i odpowiedzialność za ich przestrzeganie, od zakupów począwszy poprzez gotowanie, podanie i wspólne jedzenie. A czy bierzemy przy tym pod uwagę kompetencję naszych dzieci, to dopiero jest ciekawe:

Czy pozwalamy dzieciom na to, aby osobiście odpowiadały za swój apetyt i smak? Ja nie zawsze! I jak obserwuję większość mam, to nie jestem odosobniona, choć nie mam fazy na biegania z łyżką za dzieckiem   ( i nigdy nie miałam) to często obserwuję mamy i ojców, którzy wiedzą lepiej kiedy i co dziecko zjeść powinno…, mnie zdarza się raczej dyskutować z apetytem wilczym , kiedy 20 minut po zjedzeniu obiadu słyszę jak lodówka otwiera i zamyka się po kilka razy, no znów wszyscy głodni, normalnie ręce opadają… straszna jestem:)

A, no i właśnie jak to zrobić, żeby nie dać się zwariować, żeby nie być “kelnerami w kawiarni z przyjemnościami dla dzieci”, żeby nauczyć się odróżniać realne potrzeby od zachcianek. Trzeba przy tym mieć odwagę powiedzieć dziecku NIE! (o tym w kolejnej książce- “Nie z Miłości”), odwagę wejść w konflikt, pozostać przywódcą w rodzinie, nie odstąpić tego miejsca dziecku, bo i tak nie będzie wiedziało co z nim zrobić. Choć osobiście coraz częściej ustępuję pola w kuchni 11-letniemu synowi, po pierwsze dlatego, że lubi i sam się garnie, a po drugie dlatego, ze bardzo mi pasują sobotnie poranki, kiedy śniadanie np. naleśniki już na mnie czekają. Angażowanie członków rodziny i dzieci w budowanie atmosfery w domu, właśnie poprzez gotowanie jest wyrazem naszego szacunku dla nich i zainteresowania ich uczuciami, potrzebami, jest traktowaniem ich poważnie. Na tym etapie też potrzeby nasze, czyli rodziców są tak samo ważne jak dzieci, tym sposobem uczymy je równoważności i szacunku dla drugiego człowieka, uczymy dzieci dostrzegania rodzicielskich uczuć, nastrojów i potrzeb.

I koniecznie jeszcze jedno mądre zdanie z książki, a propos równoważności: “ten, kto znajduje się w centrum (wszelkiego zainteresowania i spełniania każdej zachcianki) przestaje być częścią wspólnoty tj. rodziny” Tylko dom jest takim miejscem, gdzie dziecko może nauczyć się bycia dorosłym, pod warunkiem, że mu na to pozwolimy.

Jesper-Juul-Uśmiechnij-się-siadamy-do-stołu-Dobre-maniery-dzieci-przy-stole-KsiazkaPrzeczytajcie też o dzieciach w kuchni o byle jakim jedzeniu i o dobrych manierach przy stole, mam dużo pracy na niejednym polu z jedzeniem związanym, ale wiem co robić! Miłej lektury

Wyd. MIND Jesper Juul “Uśmiechnij się! Siadamy do stołu”

 

 

2 thoughts on “Kwestia karmienia, nie tylko piersią”

  1. Dziękuję, ja też lubię kiedy jesteśmy razem, choć nie raz i nie dwa są to przeżycia stresujące… ale to najlepszy czas dla rodziny. Stół łączy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *