O dobrych chęciach!

img_20160113_103302_burst001Dzisiaj o dobrych chęciach, bo każdy je ponoć ma. A wielu chęci deklaruje, również pomoc – najczęściej w formie dobrych rad. Oj tak, dobrych rad jest co nie miara, tylko brać i korzystać, choć jak przychodzi do wysłuchania i skorzystania, to jakby chętnych brak. Ba, żeby tylko chętnych, rośnie poziom agresji i niechęci, żeby nam ktoś radził, co robić, jak dziecko ubrać, wychować, nakarmić? jak z mężem rozmawiać? z kim w ogóle nie gadać…, o co to, to nie! My wszystko wiemy najlepiej i niech mi ktoś spróbuje, już ja mu!

W takim zachowaniu, takiej postawie wszechwiedzącej, gdzie przekonani jesteśmy o swojej mądrości i nieomylności trudno mi dostrzec coś konstruktywnego. A już zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie miałabym brać pod uwagę, tego co mówią rodzice, dziadkowie, ludzie życzliwi, którzy doświadczyli już z racji np. wieku konsekwencji swoich decyzji i mogą nas powstrzymać przed popełnieniem błędu.

Pytanie do nas, kiedy jest najtrudniej przyjąć radę? I ja znam odpowiedź, bo zajęło mi wiele lat, zanim zaczęłam słuchać innych. Naprawdę, nie znosiłam dobrych rad, zawsze wiedziałam lepiej, czasem wiedziałam też, że racja leży po przeciwnej stronie, ale w życiu bym się do tego nie przyznała. Myślę, że nie jest to tylko mój problem, niejedna młoda mama, z przyjemnością oddaje się przekonaniu, że wie czego jej dziecko potrzebuje. I oczywiście tak jest, instynktownie wie o swoim dziecku najwięcej, zna je najlepiej.

Ale czy to znaczy, że inni nie mogą się odezwać?

Punkt widzenia osoby trzeciej, tak różny od naszego, jeśli damy szansę osobie trzeciej, żeby go wyraziła, jeśli damy szansę sobie, żeby go usłyszeć, żeby zareagować nie tylko niechęcią, czy niezgodą, może być naprawdę pomocny. Może nam owszem popsuć komfort tej słodkiej świadomości, jaką jestem super matką dla swojego dziecka, jednak docelowo pozwoli nam być lepszą matką, i nie koniecznie mam tu na myśli te drobiazgi, które zwykle można obrócić w żart, zbagatelizować, że za grubo ubrane, że głodne albo słodyczy za dużo, a może śpiące…

img_20160113_103327Największe tarcia są na linii rodzice – dziadkowie, mama – teściowa, mama – mama, wszelkie uwagi, porady natychmiast odbieramy jako krytykę, jako podważanie naszej roli rodzica, jako brak wiary w nasze umiejętności, w naszą miłość do dziecka. Nie widzimy w tych chęciach troski, zainteresowania dzieckiem, nami, nie widzimy tam lęku najbliższych o to jak sobie radzimy i czy nie potrzebujemy pomocy, widzimy, słyszymy i boimy się krytyki. Czujemy się niepewnie w naszej roli rodzica, a może za pewnie…

Zwykle nie ma powodów, aby ludziom z dobrymi chęciami przypisywać złe intencje, tylko dlatego, że ktoś się zainteresuje drugim człowiekiem, choćby i matką z szóstką dzieci, zasmarkanych i wrzeszczących, jeżeli nie boimy się oceny, czujemy się pewnie same ze sobą,to z uśmiechem podziękujemy za dobre chęci czy dobre rady, może nawet z jakiejś skorzystamy.

Kiedyś już napisałam: “trudno być mamą w obecnych czasach, narażone jesteśmy na ocenę, same oceniamy inne mamy, każda chce być mądrzejsza i lepsza, a przecież nie o to chodzi” Raczej chodzi o to, żeby nauczyć dzieci, że można brać zdanie, opinię innych pod uwagę, choć nie zawsze i niekoniecznie się z nią zgadzać.

 

 

 

 

2 thoughts on “O dobrych chęciach!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *