Kto się kłóci, ten jest…

Kłótliwy jest ten, kto się kłóci. Pokażcie mi kogoś, kto się nie kłóci? Wcześniej, czy później w relacji między dwojgiem ludzi, w grupie, w rodzinie, wśród znajomych np. w pracy zawodowej, pojawia się konflikt.

Takie sytuacje są nieuniknione, kłótnie mogą nastąpić z powodu różnicy opinii, potrzeb, zainteresowań, czy odmiennych wartości. Pytanie, co z tych konfliktów wynika dla osób zainteresowanych? Kolejne pytanie, co jeśli między osobami nie dochodzi do konfliktu wcale?

Najnowsza książka z serii: “Akceptuję, to co czuję” nosi tytuł “Kłócimy się, godzimy się”. Zawiera pomysły na zabawę, gry i układanki z których dziecko uczy się wypracowywać własne sposoby radzenia sobie z konfliktem. Oczywiście nie jest możliwe, aby dokonało tego bez pomocy rodziców. Na końcu książki jest poradnik dla rodziców, szczerze mówiąc jego treść mnie zaskoczyła, oczywiście pozytywnie. Przeczytacie tam o tym, że konflikt pomaga budować harmonię w życiu rodzinnym, służy rozwojowi naszych dzieci, pomaga zaznaczyć własną odrębność. Unikanie konfliktu nie jest dobrym sposobem na budowanie trwałej harmonii, a naturalny strach przed konfliktem, może mieć różne przyczyny.

Wskazówki dla rodzica są naprawdę ważne, pozwalają uniknąć wielu pułapek np. nie rozwiązywać konfliktów za dzieci. Pozwolić im samodzielnie konflikt rozwiązać, doświadczenie to rozwija poczucie własnej tożsamości i wartości.

W szkole dla rodziców poznałam metodę rozwiązywania konfliktów według T. Gordona, nazwana została “metodą bez porażek”, gdzie dewizą jest zasada bez porażek i pokonanych, czyli wygrany -wygrany. Jest ona bliska metodzie proponowanej w książce “Kłócimy się, godzimy się”, tym bardziej polecam ją waszej uwadze.

Z omawianej serii ukazał się jeszcze jeden tytuł: “Przyjaźń, jak się zaprzyjaźnić i przyjaźnić?” Przyjaźń jest niezbędna, odgrywa ogromną role w rozwoju młodych ludzi. Tu poradnik dla rodziców zawarty na ostatnich stronach znów jest świetny.

Nawiązywanie relacji z rówieśnikami i nie tylko, dbanie o przyjaciół, nabycie umiejętności życzliwego interesowania się drugim człowiekiem i mnóstwo innych informacji.

Egmonthttps://egmont.pl/Przyjazn.-Jak-sie-zaprzyjaznic-i-przyjaznic.-Akceptuje-co-czuje,50824199,p.html

https://egmont.pl/Klocimy-sie-godzimy-sie.-Akceptuje-co-czuje,50824209,p.html

Być sobą, tylko jak?

Dostałam ostatnio książkę, pięknie wydaną, skierowaną do dzieci o podstępnym tytule: “Mój cień jest różowy” Scotta Stuarta. Tak, tytuł jest podstępny i okładka też wieloznaczna, sami zobaczcie:

I tak chodzę z tą historią rymowaną i prostą w przekazie, ale jednak wywołującą we mnie emocje różne. Dojrzewam do tego, jak tu napisać o potrzebie drzemiącej w każdym z nas, do bycia sobą, do bycia wyjątkowym. Każdy rodzic pragnie, aby jego dziecko wyjątkowe było, a nawet jest przekonany, że drugiego takiego to nie znajdziecie… i oczywiście tak jest. Tylko co zrobić, kiedy syn ubiera sukienkę i w najlepsze wybiera się do przedszkola?

Co Ty zrobiłbyś jako rodzic ukochanego dziecka? Jak postąpić w takiej sytuacji? Czy zadziała cały system stereotypów, który mamy w głowie? Czy z troski o to, jak dziecko zostanie odebrane przez rówieśników i przedszkolanki, wybijemy mu ten pomysł z głowy? Co zrobię?

Podstępna historia przymusza mnie do zastanowienia się i znalezienia odpowiedzi na pytanie, jak ja, jako rodzic dziecka, którego zachowania są niestandardowe, nie mieszczą się w ogólnie przyjętych normach społecznych, wywołują zażenowanie i chęć natychmiastowej oceny, zareagowałabym?

Temat nie jest łatwy, ja nie mam jednoznacznej odpowiedzi, sprawia mi to dużą trudność. A przecież chciałabym pozostać w szczerej i prawdziwej relacji z moim dzieckiem i pomóc mu, odnajdywać siebie i kształtować indywidualny i wyjątkowy charakter. Akceptować i wspierać, nazywać świat i odróżniać dobro od zła…

Przeczytajcie!

Mój cień jest różowy | Stuart Scott (książka) – Księgarnia znak.com.plhttps://www.znak.com.pl/ksiazka/moj-cien-jest-rozowy-stuart-scott-186535

Nareszcie wiosna

Po długiej i prawdziwej zimie nadeszła, choć jeszcze nieśmiało. Aż się wyrywamy do miejsc, gdzie można ją spotkać.

Przez nałożone na nas ograniczenia, i siedzenie w domu mamy różne pomysły, jak zorganizować sobie czas. Mam wspaniałe koleżanki, dzięki którym udało mi się w ostatnich dniach doświadczyć czegoś wyjątkowego.

Weszłyśmy na pobliski szczyt z wieżą widokową w samą porę, aby zobaczyć wschód słońca. Było pięknie i wyjątkowo, i co najważniejsze udało mi się namówić Kalinkę na tę przygodę. Poszłyśmy w las o świcie. Cieszymy się pierwszymi dniami, kiedy dzień jest już dłuższy.

Nie zrezygnowaliśmy z czytania, dostałyśmy nowe książki o przygodach Basi, zaczęłyśmy od lektury “Wielkiej książki o Uczuciach”. Jest wspaniała, ponieważ każde uczucie jest osobną opowieścią, można czytać je dokładnie wtedy, kiedy dziecko przeżywa konkretne emocje. Kolejne książki to: “Basia i rower” oraz “Basia i przyjaciele MARCEL”.

Obie trafiają w gust Kalinki, ponieważ przepada za spędzaniem czasu na wspólnych wyprawach, pod warunkiem, że będzie co zjeść 🙂 u Basi wyprawa rowerowa zwieńczona jest piknikiem nad rzeczką, także wszystko było jak trzeba. Mnie najbardziej podobała się nocna rozmowa Basi z mamą, taka o lękach naszych dzieci i tym jak możemy im pomóc, te leki przeżyć. Mama Basi spisała się wspaniale.

Historia Marcela, kolegi z przedszkola Basi jest inna. Opowiada o miłości do zwierząt i o odpowiedzialności za życie słabszych, którzy potrzebują pomocy. I tu znów rodzice staja na wysokości zadania, kiedy swoją postawą i decyzjami pokazują dzieciom, jak troszczyć się o siebie nawzajem i zwierzęta, które są od nas ludzi zależne.

Zapraszam do przeczytania najnowszych przygód Basi i jej przyjaciół.

KONKURS

Chętnie podzielę się jedna z książek, którą to już zależy od Was. Wystarczy udostępnić ten wpis i podać tytuł, który chcielibyście przeczytać ze swoimi dziećmi.

Basia i przyjaciele. Marcel – Zofia Stanecka (Książka) – Księgarnia Internetowa Egmonthttps://egmont.pl/Basia-i-przyjaciele.-Marcel,48812041,p.html

Basia i rower – Zofia Stanecka (Książka) – Księgarnia Internetowa Egmonthttps://egmont.pl/Basia-i-rower,48812037,p.html

Porozmawiajmy o uczuciach

Porozmawiajmy o tym, co myślimy o uczuciach? Co każdy z nas myśli, trudno zauważyć, myśli są tylko nasze osobiste i ukryte, o ile się nimi nie podzielimy, o ile ich nie wypowiemy, to druga osoba nie ma pojęcia, co myślimy na dany temat. Zupełnie inaczej rzecz ma się z emocjami, z łatwością można je dostrzec na naszej twarzy, w postawie, czy tonie głosu. Nie zajmuje nam dużo czasu rozpoznanie, czy dana osoba jest zła, wściekła, czy też smutna. Emocje są ujawnione, a już emocje naszych dzieci, wprost rzucają się nam w oczy i w uszy.

Czy będąc rodzicem, doceniam wartość przeżywanych emocji własnych, w związku z wychowaniem i emocji dziecka, w związku z dorastaniem? Wiecie, że to jest trudne, bardzo, bardzo trudne! A przy tym, jakie to jest ważne dla prawidłowego rozwoju naszych dzieci. Bez przeżywania i rozumienia emocji, trudno będzie zrozumieć innych ludzi i budować z nimi bliskie i zdrowe relacje.

Uczucia i emocje się dopełniają, dlatego używam obu sformułowań. Najważniejsze jest jednak to, że emocja, czy uczucie, przeżywane przez moje dziecko, niesie informację dla mnie. Jeśli jestem gotowa tę informację odczytać, przyjąć i zaakceptować, bez ponaglania, oceniania i negowania. Jeśli umiem ją nazwać i mam gotowość potraktować jako fakt, jeśli mam zgodę na akceptowanie wszystkich stanów emocjonalnych mojego dziecka, to mogę mieć wpływ na jego zachowanie.

I tu zaczyna się wychowanie, tylko kiedy damy dziecku przestrzeń i czas do wyrażania emocji (uważne słuchanie), zaakceptujemy wszystkie emocje dziecka i pomożemy mu je nazwać. Możemy pomóc mu je przeżyć, i zrozumieć zachowanie, a na zachowanie dziecka mamy i możemy mieć wpływ, aby je korygować i modyfikować. “Zadaniem rodzica jest nauczyć dziecko, jak można wyrażać swoje emocje, nie wyrządzając nikomu krzywdy” (cytat: Joanna Sakowska).

Temat jest znacznie bardziej obszerny, dziś z premedytacją wykorzystałam go, do zachęcenia rodziców dzieci młodszych i sięgnięcia po nową książkę: “Basia, Wielka Księga o Uczuciach” Zofia Stanecka i Marianna Oklejak.

Jak zawsze w serii o Basi, znajdziecie tu sytuacje trudne i piękne. Książka jest ważna i aktualna. Porusza temat 45 uczuć z jakimi radzą sobie, lub nie najmłodsze dzieci. Każde uczucie opisane jest przez kilku bohaterów, kiedy więc czytamy o lęku, dziecko dowiaduje się, czego boi się mama Basi, babcia i sama Basia. Z każdej lekcji płynie mądra puenta dla rodzica i dziecka. W związku z sytuacją, w jakiej przyszło żyć naszym rodzinom od roku, pomóżmy sobie i naszym dzieciom nazywać i przeżywać emocje, a wtedy będzie nam wszystkim łatwiej, powrócić do normalności…

Basia. Wielka księga o uczuciach – Zofia Stanecka (Książka) – Księgarnia Internetowa Egmont

Życzliwość

W rzeczywistości codziennej i wirtualnej cierpimy na brak, przejmujący brak życzliwości. Ok, może nie cierpimy, ja cierpię. Mam za to przesyt mądrości nie wiadomo skąd, większość może i chętnie z możliwości tej korzysta, aby jasno i często wulgarnie, wyrazić swoje zdanie, na dosłownie każdy temat. Przyłapuję się na tym, że i ja mam ochotę, ba czasem nawet zaczynam pisać co myślę na dany temat (tak jak teraz…), ale po chwili odpuszczam, zadając sobie pytanie: po co? i czy na pewno nikogo nie urażę?

Dziś znalazłam powód do napisania, to będzie apel o okazywanie życzliwości w życiu codziennym i w przestrzeni wirtualnej.

Jesteśmy, a przynajmniej bywamy mili, uśmiechamy się, mówimy “dzień dobry” i “przepraszam”. Wychodzimy do innych i wiemy jak należy się zachować, zwykle nie mamy z tym problemu. Czasem skomentujemy coś pod nosem, lub jak mawiał pewien wałbrzyski kustosz: “zmełłem przekleństwo w ustach”. Ok, zdarza się, że nie wylewamy żalu i pretensji, zapanujemy nad oburzeniem i niechęcią do tego co myślą i robią inni. Zapanujemy nad pojawiającą się pogardą, obrzydzeniem i schowamy święte oburzenie w sobie.

Częściej jestem jednak świadkiem, braku panowania nad językiem. Lub w mediach społecznościowych, panowania nad rękami, które tak świerzbią, żeby komuś napisać i dowalić, używając słów, uważanych powszechnie za obelżywe. Słów, których nie chcemy, aby używały nasze dzieci

Stałam ostatnio w kolejce w barze, gdzie nie spojrzysz, prośba napisana kredą na tablicy i wydrukowana na kartce: “prosimy o zakładanie maseczek”. Czy mi się to podoba, czy nie, chcę kupić pierogi, zakładam maseczkę, jak nie chcę zakładać, mogę wyjść i sama pierogi lepić. Stoję i czekam, nagle słyszę starszą panią jak grzecznie pyta obsługę, czy może założyć maseczkę, lub przyłbicę. Po kilku sekundach obsługa i osoby w kolejce, wyraziły swoje zdanie (głośno i wulgarnie) na temat: wieku pani, pojemności rozumu, inteligencji, i co najważniejsze wyraziły zdanie na temat “tego całego korona wirusa, co to go nikt nie widział”. Stałam w maseczce, jak większość i próbowałam zrozumieć, o co chodzi? Panie dały upust swojej frustracji, zwymyślały staruszkę i jeszcze pozwalały sobie na niegrzeczne komentarze miedzy sobą. Wróciłam z tymi pierogami do domu, przy stole opowiedziałam o tej sytuacji rodzinie. Nie zareagowałam i chyba nawet, dobrze, bo panie były tak nakręcone, że żadne moje słowa nie byłyby odpowiednie (no chyba, że bym im przyklasnęła).

Kiedy przeglądam posty na FB, często z każdą minutą mam coraz większe wątpliwości, czy to co widzę i czytam jest chęcią podzielenia się czymś dobrym, ciekawym, zabawnym. Czy też chodzi o wywalanie na innych złości i utwierdzanie się w poczuciu, że ja mam rację i wiem lepiej.

Stąd potrzeba napisania słów kilku o dobrych manierach, dokładnie tych, których wymagamy od dzieci. Tłumacząc im, dlaczego to takie ważne, że potrafimy szanować uczucia i rozumiemy, że nasze słowo, postawa, zachowanie ma wpływ na innych. I tu dochodzimy do życzliwości, myślę, że jest fundamentalną kompetencją społeczną, to coś więcej niż bycie miłym. Na pewno przyczynia się do wzrostu naszego społecznego i emocjonalnego IQ, pozwala patrzeć ludziom w oczy i ich słuchać, a nie atakować. Pozwala zauważać innych takimi jacy są, i zostawiać ich z tym. Nie na wszystko mamy i nie na wszystko chcemy mieć wpływ. Życzliwość pozwala zastanowić się, nad tym, czego mogą potrzebować inni.

Życie jest nieprzewidywalne, tego doświadczamy w ostatnich miesiącach, jak chyba nigdy wcześniej. Piszę z własnej perspektywy, nie uchronimy siebie i bliskich przed różnymi zagrożeniami, nieszczęściami. Można jednak uczyć się radzenia z trudnościami, i dobrze jest usłyszeć słowa konstruktywnej krytyki, dobrze jest umieć przyznać się do błędu i przeprosić. Dobrze jest, nie wyśmiewać się z innych, nawet kiedy jesteśmy przekonani o swojej racji.

Jestem przekonana, że warto jest uczyć dzieci, że nie powinno się robić, ani mówić niczego, co mogłoby zawstydzić, czy zasmucić innych. A przy tym, mnie obowiązują te same zasady, które przekazuję, mam dawać przykład. Jestem za to odpowiedzialna i mam na to wpływ. I zachęcam bardzo, pielęgnujmy życzliwość, to coś więcej, niż mechaniczne bycie miłym.

Radość nasza codzienna

Nie mam na myśli szczęścia, mowa o zwykłym (niezwykłym) uczuciu radości. Często obserwując młode mamy, próbujące odnaleźć się w nowej roli życiowej, zauważam, że radość największą czerpią, przebywając z własnym dzieckiem. To ten cudowny czas, kiedy uśmiech i każda nowo nabyta umiejętność maleństwa, jest wiadomością dnia i cudem po prostu. Ta radość w mamach jest wciąż obecna, choć opieka i troska nad małym dzieckiem, bywa naprawdę męcząca.

Jednak przychodzi taki czas…

Kiedy nasze pociechy rosną, ta radość z każdą chwilą z nich dosłownie “wyskakuje”, a mamy w poczuciu powinności bycia “najlepszą mamą” na swojej ulicy, zaczynają to uczucie korygować. Na pewno to znacie, poprzez własne doświadczenie, lub obserwację na placu zabaw, autobusie lub kolejce. Jedno dziecko za głośno się śmieje, drugie za głośno śpiewa, pytań za dużo zadaje, a w ogóle to z czego się tak cieszy? I radość będąca naturalną cechą naszych dzieci w naturalny sposób jest negowana, oceniana i poddawana kontroli.

Coraz mniej radości…

Tacy jesteśmy poważni, zapracowani, poświęcamy się w domu, w pracy, w rodzinie. Tacy zagonieni, tyle rzeczy trzeba i muszę, a kawa to już tylko zimna i obiad w biegu. A jeszcze tyle zajęć dodatkowych, żeby te nasze dzieci miały w swoim życiu perspektywy i żeby miały lepiej niż my. Tyle robimy dla naszego otoczenia, tak się staramy, a radości pomimo trudu coraz mniej.

Radość nasza codzienna, jest właśnie tu! Jeśli pozwolimy sobie na chwilę wytchnienia, na czas bez zadyszki i zadęcia, ile to muszę i jak to ja dam sobie radę. Jeśli odkryjemy w sobie znów, to co daje nam radość i spokój, oraz każdego dnia damy sobie przyzwolenie na doświadczanie tych rzeczy, jest szansa na osobistą radość codzienną. Może będziesz musiała chwilę się nad tym zastanowić, wziąć kartkę i przypomnieć sobie, co daje Tobie energię, spokój i radość.

Od tego jakie emocje zagoszczą w Twoim wnętrzu zależeć będzie atmosfera panująca w Twoim otoczeniu. I to nie jest łatwa rzecz, bo te nasze małe słodkie dzieci rosną i zmieniają się, a każdy kolejny rok to nowe wyzwania, nadążania za coraz to starszym i mądrzejszym dzieckiem, nastolatkiem. Ileż to generuje trosk, zmartwień, niepokoju, lęku, no właśnie kto to wszystko generuje? Ostatnio uświadomiłam sobie, jak dobrze mieć realny wpływ na to co myślę, na to jakie pojawiają się we mnie emocje, i na to jak się czuję. Uczę się zmiany sposobu myślenia, wychodzenia z utartych ścieżek, efektem tego są moje emocje i moje samopoczucie. Efektem tego jest poczucie, że tylko ja ponoszę odpowiedzialność za swoje emocje i mam wpływ na atmosferę w domu, w pracy, a nawet w kolejce do apteki…

W życiu rodzinnym i społecznym, lubię to, że mam tą pracę do wykonania osobiście, i chętnie to robię 🙂

Radości!!!